4 Islands

CAM00423
4 Islands to jedna z najbardziej popularnych wycieczek jednodniowych na tajskich wyspach. Morze Andamańskie ma się czym pochwalić, dlatego oferuje coś dla fanów nurkowania (głównie snorkeling i scuba diving), kajakarstwa, wspinaczki albo po prostu delektowania się pięknem najbardziej efektownych plaż na świecie.

Ceny 4 Islands wahają się między 1000 – 2000 bahtów/os. (nam się udało wytargować 850 bahtów z Marina Hut Tour). Wyprawa startuje koło 8.00, kończy przed godz. 16.00. Najpierw dojazd do przystani na południowym wschodzie Koh Lanty, potem przesiadka na łódź. Niższe ceny wycieczki to transport z Longtail Boat – czyli dość powolnymi łodziami w porównaniu do Speedboat, do której przeba prawie drugie tyle dopłacić.
O czym należy pamiętać? O nakryciu na głowę i solidnym filtrze przeciwsłonecznym. Niech nikogo nie zwiedzie zachmurzone niebo – i tak wszyscy skończą z mniejszym lub większym zaróżowieniem skóry.
4 Islands to według mnie dobry wybór warty swojej ceny. Można tę przyjemność podzielić na etapy:
1. Snorkeling (ok. 30 min) przy Koh Chuek
2. Koh Mook – czyli jaskinia, którą pokonujemy wpław i dostajemy się do pięknej oazy ze wszystkich stron otoczonej skałami (obowiązkowe kapoki, przez minutę płynie się w ciemności – uwaga na skały! koleżanka z naszej łodzi złamała palec u nogi).
3. Koh Kradan – przepiękna plaża niczym kadr z serialu LOST. Tu spędza się godzinę, w tym lunch na plaży wliczony w cenę wycieczki
4. Koh Mah – drugie miejsce do nurkowania z maską. Tutaj widoki podwodne są dość ekstremalne. Ja na widok morza jeżowców i metrowego potwora przypominającego węgorza straciłam zapał do eksploracji głębin morskich :D
W cenie wycieczki standardowo zawierają się:
– woda pitna
– owoce – z ilością szału nie ma
– lunch – mniaam!
– maski do nurkowania -> tak, to jest ten moment, kiedy zaczynasz żałować, że poskąpiłeś własnej za kilkadziesiąt złotych w Decathlonie. Bez dobrze dopasowanej maski też się da, ale się umęczysz i przy okazji opijesz słonej wody
– transport z i do hotelu (bungalowu)
Kolejna ważna rzecz – uwaga na plażę przy Ad.3. Wśród kamieni, które zaczynają się na brzegu, gdzie woda sięga pół łydki, kryją się jeżowce. Chińczyk z naszej grupy wyłowił takiego, który objętością dorównywał wielkości głowy ludzkiej. Nie polecam zabawy z tym zwierzakiem.
Ostatnia sprawa – Longtail Boat słabo sobie radzi ze wzburzonym morzem. Jeśli więc przypuszczacie, że 4 Islands to wyprawa dla mięczaków, poczekajcie na nasz film z drogi powrotnej. Myślę, że niejedna osoba zdążyła się wtedy pomodlić w duchu. Zwłaszcza wtedy, kiedy kolejna osoba z naszej ekipy zaczęła przegrywać z chorobą morską.
Całkowicie mokra, trzęsąca się z zimna i porażenia słonecznego jednocześnie wylądowałam po godz. 16.00 w naszym bungalowie. To był ten moment, kiedy zrozumiałam, że w Tajlandii czasem przydaje się ciepła woda w prysznicu. Takiej niestety u nas brak. Na szczęście długi sen pozwolił na regenerację i następnego ranka czułam się całkiem normalnie.

Podaj dalej

  • http://www.blogger.com/profile/17039009653621645829 fenomenalnie

    uu widzę zwiedzacie nowe tereny :) popatrzę sobie później na obrazkach googlowych co Wy tam oglądaliście :)
    Też przechodziłam przez jakieś gorączki i dreszcze z powodu poparzeń słonecznych i sen również pomógł, ale przez to ominęły mnie słynne walki tajskie (chciałam iść zobaczyć skoro już tam byłam)

  • http://www.blogger.com/profile/07263503630378626322 Agnieszka Stachowiak

    Świetny blog i super zdjęcia. Z pewnością będę zaglądała częściej. Właśnie przebywam w Ao Nang;) Zapraszam również do siebie na bloga:) http://give-me-fashion.blogspot.com/

    • http://www.blogger.com/profile/01877793131179271592 Katarzyna Munzar

      Oczywiście zajrzę! Dzięki :)

  • http://www.dobregeny.pl Dobre Geny

    z tymi jeżowcami to wiem o czym mówisz…widziałam je w Tabie między kamieniami, nawet blisko brzegu, w ogóle się nie bały. Mają straszne "twarze". Mój chłopak na jednego nadepnął w euforycznym wbiegu do morza (1szy dzień urlopu), obyło się bez lekarza, ale ćwiartka dobrej wódki się zmarnowała…