Cameron Highlands [Malezja] część 1/2

wpid-a71b6acdfb57b3ed2dca2e573dde56b6.jpg

Jest 5.00 rano. Jest jeszcze noc. Zastanawiam się, o której wzejdzie  słońce. Może już się szykuje do startu albo zaczyna jaśnieć na linii horyzontu. Tego nie wiem, jestem w środku lasu tropikalnego. W pierwszym miejscu, w którym nie tylko nie ma dostępu do internetu, ale i nie ma zasięgu sieci komórkowych.

Koło naszego bambusowego domku na palach huczy wodospad. Jest bardzo głośny i relaksujący. W zasadzie jest na tyle głośny, że nie trzeba nasłuchiwać i uruchamiać wyobraźni na wyrost – zwłaszcza po przebudzeniu w środku nocy ;)

Znajduję się niedaleko Cameron Highlands, na wysokości 1400 m n.p.m. To Rain Forest Inn, gościniec wyjątkowego człowieka o imieniu John.  John to człowiek-legenda. Służył w oddziałach specjalnych podczas wojny z Filipinami jako snajper,  szkolony był przez Navy Seals. Sam opowiada,  jak wyglądały jego przygotowania: miesięczne testy na przetrwanie na morzu, pustyni, w środku dżungli.

Dziś, zakończywszy służbę, żyje na tej samej ziemi, na której urodził się jego ojciec i dziadek, który notabene przed uzyskaniem niepodległości kraju zdążył służyć po stronie Wielkiej Brytanii przeciwko Japończykom. Podobno należał do absolutnej elity,  jeśli chodzi o skuteczność wobec wroga. Taki Pan dziadek razem z innymi mężczyznami z tych okolic,  walczył za pomocą dmuchawki i nie miał  sobie równych. Jak zaszła konieczność,  zaszywał się w dżungli i przez pół dnia udawał drzewo.

Dziś John prowadzi malutki ośrodek w środku lasu. Zbudował wszystko sam, korzystając wyłącznie z surowców, jakie mógł znaleźć w lesie. Całe otoczenie jest w zasadzie organiczne, dzięki czemu mała garstka gości z całego świata ma możliwość zbliżyć się do natury w stopniu, o jakim do tej pory w ogóle nie śniła.

image

Jadąc do miasta Ringlet

Jeśli kiedyś zdecydujecie się odwiedzić to miejsce, koniecznie skorzystajcie ze wspólnej kolacji przygotowywanej przez właścicieli z naturalnych składników, najczęściej samodzielnie pozyskiwanych przez nich samych w otaczającym posiadłość lesie. Stół w zasadzie zawsze jest pełen pyszności, zdrowego mięska pieczonego w liściach bananowca. Do tego rybka, świeże zioła, zupa z tapioki, owoce (w tym kiść bananów zerwana z drzewka obok!!!).

Teren jest ogrodzony siatką. Jak się dowiedzieliśmy wieczorem, wszystko przez lokalsów z lasu, którzy nie do końca mogą się pogodzić z tym, że biznes naszego gospodarza tak dobrze się kręci. Kiedyś często odwiedzali gości i opowiadali o życiu z dala od cywilizacji,  po pewnym czasie jednak zrobiło się nieprzyjemnie i zdecydowano ogrodzić teren.

W samej okolicy po wynajęciu auta można dojechać do Cameron Highlands i zwiedzić plantacje herbaciane, plantacje truskawek i lawendy. Osobiście polecam Old Fashioned Boh Tea Estate, w której do dziś używa się maszyn wyprodukowanych w pierwszej połowie XX wieku. Wstęp jest wolny, można zwiedzić fabrykę i wejść na punkt widokowy. Na końcu dobrze jest wypić herbatę wyprodukowaną na miejscu oraz kupić zapas na prezenty dla znajomych.

image

Podaj dalej