Cameron Highlands [Malezja] część 2/2

wpid-gopr0355_1455204341417_low.jpg

Drugi dzień naszego pobytu w Rain Forest Inn to przede wszystkim świetne towarzystwo międzykontynentalne. Dość szybko zintegrowaliśmy się z innymi gośćmi tego miejsca: Kevinem z Kanady i dwoma dziewczynami z Hong Kongu, Kathy i Roją. Połączyliśmy swoje siły i dwoma wypożyczonymi od gospodarzy autami ruszyliśmy na plantację herbaty (wspomnianą przeze mnie w części pierwszej). Było dużo śmiechu, ponieważ żadne z nas nie przywykło ani do ruchu lewostronnego, ani do dość nieprzewidywalnego stylu jazdy miejscowych (Hilux nie miał tyle zimnej krwi co autobus szkolny, wyprzedzający na podwòjnej ciągłej, na ostrym zakręcie).

image

Ruch lewostronny i automatyczna skrzynia biegów?

Niestety kolejny punkt programu nigdy nie został osiągnięty. Fascynujący mnie Mossy Forest – mglisty las rodem z Alicji w Krainie Czarów, jest obecnie konserwowany i został zamknięty dla zwiedzających. Poza tym, zmordowały nas korki, w których utknęliśmy na następne 4 godziny. Musieliśmy się zadowolić wizytą w Butterfly Garden, w którym oprócz kilku pięknych motyli, żyjących na wolności, zobaczyliśmy sporo gadów, trzymanych w bardzo prymitywnych warunkach (i prowizorycznych terrariach) co tylko potwierdza, że Malezja to kolejny kraj, w którym o warunki życia zwierząt niewiele ludzi się martwi. Hajs się musi zgadzać.

image

Butterfly Garden

image

W oczekiwaniu na obiad w przydrożnej restauracji

image

Ciężka podróż autokarem z Kuala Lumpur do Cameron Highlands

image

Lekcja strzelania z dmuchawki

image

Śniadanie w Rain Forest Inn

image

Kolacja w Rain Forest Inn

image

W drodze do wspólnego prysznica

image

Rzut oka na okolicę

image

Banan prosto z drzewa!

Jak widać, pobyt w Rain Forest Inn zapamiętam jako jedne z bogatszych przeżyć i zupełnie nowych doświadczeń. Dziś rano, kiedy opuszczałam to miejsce, poczułam nastrój pełen melancholii. Było mi przykro, że musieliśmy ruszać dalej. Kto wie jednak, może uda się namówić znajomych następnym razem. Myślę, że z Johnem w dżungli bylibyśmy bezpieczniejsi niż we własnych domach pod kocykiem.

Podaj dalej