Co z tymi uchodźcami? – rozmowa z gościem specjalnym

209H

Paola Menin to moja koleżanka. Dawno się nie widziałyśmy, ale na bieżąco śledzę jej działania poprzez media społecznościowe. Kiedy zobaczyłam, że po raz pierwszy pojechała w ramach wolontariatu pomagać uchodźcom, nie byłam do końca przekonana do tego przedsięwzięcia. W zasadzie wątpliwości nadal są. Biją się z wewnętrznym i bardzo silnym komunikatem, płynącym gdzieś w mojej głowie: „Pieprzyć politykę i uprzedzenia. Gdzieś tam na świecie tysiące ludzi znajduje się na zakręcie życia i potrzebują pomocy kogoś takiego jak ja”. Paola jedzie tam znowu i potrzebuje naszej pomocy.

Nie chcę snuć pustych rozważań, bo tak naprawdę liczy się czas i konkretny. Poprosiłam Paolę, żeby odpowiedziała na kilka pytań, które kiedyś mnie nurtowały w tym temacie. Być może pozwolą Wam wyrobić sobie zdanie albo ujrzeć na kryzys migracyjny z trochę innej perspektywy.

Jeśli w którymś momencie poczujecie, że macie ochotę zrobić coś w swoim imieniu, odsyłam Was do strony wydarzenia i samej zbiórki: pomagam.pl/pomagamyuchodzcom oraz do wydarzenia na Facebook’u: facebook.com/events/

  • Paola, co dokładnie będziesz robić na Lesbos?

Moja rola jest podwójna: z jednej strony jadę, bo chcę zobaczyć to, co dzieje się na miejscu i zdać z tej sytuacji własną relację. Jednocześnie dołączę do wolontariuszy i ratowników, którzy pracują na miejscu, by po prostu pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują.
A zadania wolontariuszy to ciekawa sprawa i mogą niejednego zaskoczyć. Wbrew pozorom nie tylko towarzyszą samym uchodźcom, ale też pomagają służbom porządkowym w koordynacji działań i tworzą swego rodzaju „oddolny” networking, dzięki temu mamy tak doskonały przepływ informacji o tym, co dzieje się na granicach. Na wyspach greckich jednym z naszych zadań będzie też – jak się okazało niedawno – wielka akcja sprzątania. Być może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale dziesiątki pontonów dobijających do plaż każdego dnia powodują, że w Grecji ten kryzys migracyjny ma także swój wymiar ekologiczny.

  • Jakie przygotowania czekają Cię przed wyjazdem?

Przede wszystkim staramy się zebrać jak najwięcej pieniędzy, tak, by móc zaopatrzyć ratowników i wolontariuszy działających na miejscu w niezbędne rzeczy do działania. Szkolimy się też z udzielania pierwszej pomocy, w planach mamy również specjalne szkolenie z pomocy humanitarnej.

  • Czy to prawda, że spędzisz na wolontariacie Święta Bożego Narodzenia?

Tak, spędzamy na wyspie całe Święta Bożego Narodzenia. Inni wolontariusze, którzy od miesięcy pracują na Lesbos, chcą spędzić ten czas z rodzinami, a my jedziemy na krócej więc postanowiliśmy ich zastąpić. Jak dla mnie ma to szczególne znaczenie – to trochę jest tak, że po raz pierwszy faktycznie zapełnię ten pusty talerz, który zawsze leżał obok mnie na wigilijnym stole, czekając na „zbłąkanego wędrowca”. A takich zbłąkanych wędrowców może do nas przybyć w te Święta wiele…

  • Czy ostatnie wydarzenia w Paryżu nie zbudziły Twoich wątpliwości w sens zbiórki?

Myślę, że rola wolontariuszy w świetle takich wydarzeń jest szczególnie ważna. Wbrew pozorom wolontariusze to nie hipisi, którzy próbują znieść wszelkie kontrole na granicach – przeciwnie. Byłam już wcześniej na szlaku bałkańskim, by napisać reportaż i jedną rzeczą, jaką zapamiętałam w szczególności były liczne opowieści o mafii działającej w Grecji, Serbii i Macedonii. Na całym szlaku mafia współpracuje ze służbami porządkowymi i strażą graniczną, która próbuje wyciągać od uchodźców pieniądze w zamian za możliwość ułatwionego przejścia przez granicę, czy wyrobienie lewych dokumentów. Obecność wolontariuszy „z zewnątrz” nie jest oczywiście żadnym gwarantem stuprocentowego bezpieczeństwa, ale na pewno bardzo pomagała w wyłapywaniu i zapobieganiu takich sytuacji. Poza tym, osobiście jestem przekonana o tym, że jednym z głównych celów terrorystów jest sprowokowanie Europejczyków do zaprzestania niesienia pomocy uchodźcom, bo taka reakcja z naszej strony spowoduje, że będzie im o wiele łatwiej tych zdesperowanych ludzi przeciągnąć na swoją stronę. Dlatego warto jest pomagać i zwracać szczególną uwagę na bezpieczeństwo jednocześnie.

  • Jak na wolontariuszy reagowali uchodźcy podczas Twojej pierwszej wyprawy?

Wśród uchodźców są różni ludzie – tak jak wszędzie. Niektórzy są bardzo wdzięczni, ciągle dziękują, wzruszają się i płaczą. Są też tacy, którzy po prostu idą dalej i nie odzywają się słowem. Myślę, że nie ma co uogólniać tych reakcji, każdy człowiek jest inny i każdy w takiej sytuacji reaguje na swój sposób. Ja sama nie wiem, jak bym się zachowywała, gdybym była na ich miejscu. Z jednej strony wiele osób im próbuje pomóc, z drugiej – to, co się z nimi dzieje jest dla nich samych bardzo upokarzające i to „upokorzenie” to chyba jedna z rzeczy, które zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie.

  • Co czujesz, myśląc o tym, że wyjazd zbliża się wielkimi krokami?

Nie jestem już tak zestresowana wyjazdem, jak za pierwszym razem. Niezależni wolontariusze bardzo dobrze sobie radzą, są świetnie skoordynowani i bardzo pomocni. Ja staram się mieć umysł otwarty na to, co będzie się działo na miejscu – nic nie zakładam z góry. Myślę, że takie wyjazdy są dla mnie szczególnie cenne, bo pozwalają mi wyrabiać własną opinię na podstawie osobistych doświadczeń i historii „z pierwszej ręki”. A to jest warte dużo więcej niż tysiące przeczytanych artykułów i obejrzanych w internecie filmików. I chyba tę otwartość umysłu właśnie najbardziej chcę promować:)

Podaj dalej