Droga do Bangkoku

CAM00379

Żyjemy ;)
Właśnie minęła 7.14. Pierwsza noc w Bangkoku za mną. Głowa pulsuje. Mimo klimatyzacji i uroczego pokoju, udało mi się przespać ok. 3 godzin. Trochę za dużo myśli. Różnica czasu też robi swoje.
Lot do Istanbule, a następnie lot do Bangkoku z Turkish Airlines to paczka pełna pozytywnych niespodzianek. O ile w przypadku pierwszego lotu było to pyszne jedzenie (w cenie biletu), o tyle podczas lotu międzykontynentalego było to:
– matko, jaki duży samolot!
– jezu, tu jest najlepsze VOD, jakie w życiu widziałam (free, oczywiście każdy ma swój ekran i indywidualne centrum dowodzenia z możliwością wyboru gier, filmów, seriali lub śledzenia trasy lotu i live streamingu z kamer pod pokładem)
– ooo, jeszcze lepsze jedzenie (wege pasta lub kurczaczek z bakłażanem do wyboru)
– kapcie, poduszeczka, kocyk, zestaw ze szczoteczką i pastą do zębów, stoperami i opaską na oczy
Lot okazał się przyjemniejszy niż przypuszczałam. Najtrudniejsze pozostało czekanie na lotnisku w Istanbule (tym razem 4 godziny), podczas którego nie dało się spać ani obrać wygodnej pozycji. Ratowały karty UNO, książka i możliwość obserwowania największej mieszanki kulturowej, jaką widziałam w życiu (od Afryki po kraje arabskie i azjatyckie).
Na miejscu szybka odprawa z wizą tajską do paszportu, wymiana waluty i… po pociągu. 45 bahtów kosztuje bilet do stacji Paya Thai, skąd taxi na Kao San Road wyniosło nas zawrotne 60 bahtów. Także w teb sposób transport z lotniska wyniósł 4-osobową grupę 24 zł (zamiast szacowanego 50 zł).
O pierwszym dniu w Bangkoku już niebawem :)

Podaj dalej