Jak schudłam 10 kilogramów w 3 miesiące?

foodiesfeed.com_DSC_0015-4

Chcę się z Wami podzielić drogą, jaką musiałam przejść w poszukiwaniu zdrowia i dobrego samopoczucia. Nie podaję gotowego przepisu. Każdy ma inne potrzeby i zupełnie inny zestaw potencjalnych bodźców potrzebnych do uruchomienia zdrowej MOTYWACJI. Nie faworyzuję też konkretnej firmy czy osoby. Uważam dziś, że jedyne, co potrzebne do trwałej zmiany na lepsze, to świadoma decyzja i zgoda na wyrzeczenia, akceptacja trudności, jakie na pewno prędzej czy później się pojawią. Jeśli wyjdziecie z postanowieniem osiągnięcia celu tylko i wyłącznie dla siebie (nie dla faceta, rodziny, reszty świata), sukces będzie czekał za rogiem. I na koniec okaże się, że nie było to takie trudne.


Moją przygodę z programem Gaca System zakończyłam z wyboru pod koniec lipca (wpis o samym Systemie Gaca znajdziecie TUTAJ). Końcowy bilans, jaki uzyskałam po powrocie do normalnego, czyli racjonalnego (m.in. od czasu do czasu solonego) jedzenia, jest następujący:

waga początkowa / waga końcowa = 71,5 kg / 61,0 kg

Bilans? 10,5 kg mniej.


Według szacunków konsultanta z Gaca System powinnam dojść do wagi 54,0 kg, co na chwilę obecną wydaje mi się nieco przesadzone. Nie uważam też, żeby w XXI wieku zasadne było wyliczanie preferowanej wagi kobiety poprzez rachunek WAGA = WZROST – 110, czyli w moim przypadku 164 – 110 = 54 kilogramy.

Dieta w Gaca System opiera się na restrykcyjnym przestrzeganiu zasad w 2 obszarach: DIETA + TRENING. 3 treningi w tygodniu oraz 4 posiłki dziennie, wyliczone co do grama – zafundowały mi zdrowy spadek wagi i jednoczesne kształtowanie bardziej sportowej sylwetki. Pierwszy miesiąc potraktowałam niezwykle poważnie. Później pojawiły się sporadycznie małe oszustwa, które na dłuższą metę były na tyle nieszkodliwe, że nie przeszkodziły w osiągnięciu upragnionej wagi. Muszę jednak podkreślić, że pojawiły się dopiero w drugim momencie i polegały bardziej na wypiciu dwóch lampek czerwonego wytrawnego wina do kolacji. Białego pieczywa i najbardziej hardcore’owych węglowodanów po prostu nie tykałam.

luty 2014

luty 2014


Problemy z wagą i akceptacją własnego ciała zaczęły się u mnie dość wcześnie, jak tylko weszłam w okres dojrzewania. Problemy hormonalne, insulinooporność i niedoczynność tarczycy spowodowana jej zapaleniem – Hashimoto. To wszystko sprawiło, że wraz z każdym następnym rokiem mogłam obserwować na swoim ciele większe zapasy tkanki tłuszczowej. I uwierzcie, jadłam całkiem niedużo, nie uciekałam też od sportu. W momencie, w którym zaczęłam regularną pracę w biurze, sprawy potoczyły się lawinowo. Październik 2014, czyli definitywne rzucenia palenia papierosów to już ostatnia prosta w biegu po nadwagę. Przy 164 cm wzrostu zaczęłam ważyć ok. 72 kg. Dlaczego około? Nie miałam odwagi stanąć na wadze.

Przed dietą

Przed dietą – grudzień 2014


W styczniu tego roku pojawił się etap powolnego akceptowania. Skoro każdy lekarz przyznaje, że przy moich problemach ze zdrowiem nadwaga jest czymś zupełnie zrozumiałym, uznałam, że to najwyższa pora, żeby siebie po prostu polubić. Kilka mądrych lektur i regularne spotkania z terapeutką zaczęły przynosić rezultaty. Zaczęłam uczyć się przyjmować to, na co nie miałam wpływu. Zaczęłam słuchać swoich potrzeb i kierować się tym, co jest w gruncie rzeczy dobre dla mnie. Odepchnęłam w kąt myślenie porównawcze („inni mają łatwiej”). Postarałam się skupić na tym, na co mam realny wpływ.  I tylko to. Rozejrzałam się dookoła i zweryfikowałam narzędzia, jakimi mogłam się posłużyć. Bez nierealnych wizji, wiecznego odkładania na jutro.


Gdzieś pod koniec marca na moim koncie pojawiło się trochę środków, które mogłam wydać na własne przyjemności. Lista potrzeb zawsze jest długa, ale tym razem zrezygnowałam z ciuchów, kosmetyków i wszystkiego innego, co wpadło do głowy w pierwszej kolejności. Postanowiłam wykupić dietę w programie Gaca System. 250 zł za miesiąc wydawało się stosunkowo znośnym wydatkiem, o ile miał w jakikolwiek wpłynąć korzystnie na moją wagę, zdrowie lub samopoczucie.


Były momenty wahania, niepewności, złości i zobojętnienia. Jedno jest niezaprzeczalne, przezwyciężyłam je, powtarzając sobie, że potrzeby mają swoją hierarchię wartości. Potrzeba podjadania ciastek, żywienia się w przybiurowych bistrach była zdecydowanie niżej od potrzeby zrobienia porządku ze swoim ciałem i umysłem. A dzięki temu, że robiłam to dla siebie, nie byłam podatna na wahania, jakie nieodłącznie towarzyszą zmianom, które podejmujemy dla kogoś (pierwsze, co zrobiłam po rozstaniu z byłym, dla którego rzuciłam palenie, było „zapalenia papierosa”).

Po zakończeniu programu


4 miesiące po przygodzie z Gacą czuję się innym człowiekiem. Może jestem niewdzięczna, ale zasługę przypisuję przede wszystkim sobie, potem mojemu Maćkowi – za to, że dzielnie mnie wspierał i czasem ugotował obiadek według rozpiski, a na końcu firmie – która moją dietę przygotowała. Dobrych diet na rynku nie brakuje, trenerzy i dietetycy rosną jak grzybki po deszczu. Najważniejszy składnik warunkujący efekty siedzi w głowie.


W osobnym wpisie opowiem Wam o tym, jak wygląda mój obecny sposób na odżywianie i wysiłek fizyczny. Co tu dużo ukrywać, nie jestem alfą i omegą, nadal szukam najlepszych rozwiązań i testuję swoją silną wolę. Pozwalam sobie na drobne przyjemności w weekendy, w tygodniu stosuję racjonalną i zdrową dietę. Do tego zachowuję regularny wysiłek fizyczny w absolutnym priorytecie (jak dobrze, że biegać można też po 22.00!). I co tu dużo mówić, generalnie jest radość

własny plan treningowy - sierpień 2015

własny plan treningowy – sierpień 2015

Podaj dalej

  • Maciek Rozen

    Żądam sprostowania materiału! Jakie czasem? Wszystko posiłki, co do jednego przygotowywałem :P