Kierunek: Malezja!

DSC08386

Za niecały miesiąc minie rok, odkąd prowadzę bloga w takiej formie, w jakiej do niego przywykliście (na początku jako Kobieta Organiczna). Pora ogłosić nowy kierunek, w którym zmierzam już na początku lutego 2016 roku. Tym razem po Tajlandii i Kambodży zamierzam poznać Malezję i malezyjską część Borneo oraz Singapur. Jak widać, pozostaję w klimacie Azji Południowo-Wschodniej.

CO?

Malezja jest destynacją dużo mniej popularną niż Tajlandia, dlatego szczegółowe planowanie wyprawy od początku wymaga więcej poszukiwań. Na szczęście dość szybko trafiłam na kapitalnego bloga Zu in Asia, prowadzonego z wielką pasją przez 26-letnią Zuzę, która jest w moim wieku, pracuje w mojej branży i 3 lata temu przeniosła się z Poznania do Kuala Lumpur, stolicy Malezji, na stałe.

Wspomniany blog stał się dla mnie inspiracją na tyle, że diametralnie zmieniłam swój początkowy plan. Początkowo polegał na jak najszybszym transportowaniu się z Kuala Lumpur, gdzie kończy trasę upolowany przez nas rejs, i przetransportowaniu do sąsiadującej z Malezją Indonezji. Bali kusiła namiętnie.

Potem jednak poczytałam, poszperałam i doszłam do elektryzującego wniosku, że Malezja sama w sobie powinna stać się nadrzędnym celem tej wyprawy. Troszkę mniej komercyjny klimat, różnorodność wrażeń, od rozkoszy kulinarnych przez poznawanie trzech ścierających się w kraju kultur (malajskiej, chińskiej i indyjskiej), po trekking w dżungli na Borneo i przemierzanie plantacji herbaty w górskich rejonach na północ od stolicy. Do tego odrobina relaksu na rajskiej plaży i mamy gotowy przepis na kolejną przygodę życia.

Kto pamięta mnie z zeszłorocznej podróży, wie, że przygotowania zaprzątają mi głowę na długi czas przed samym wydarzeniem. W tym wypadku ta przypadłość jest jak najbardziej pożądana. W Malezji, w czym upewniają mnie liczne blogi z całego świata, obowiązują trochę inne zasady turystyki ekonomicznej i booking noclegów zalecany jest nawet na kilka miesięcy z wyprzedzeniem. Nie trzeba wielkich poszukiwań, żeby zorientować się, że na luty 2016 duża część kwater w Airbnb jest już zajęta. Jeśli więc polujemy na dobre okazje i rozsądne ceny, warto zawrócić sobie głowę tym tematem dużo wcześniej.

Dzienny harmonogram transportowo-noclegowy został już poczyniony. Razem z zaprzyjaźnioną parą wypracowaliśmy mapę miejsc, na których nam najbardziej zależy. Potem to już kwestia odpowiedniej organizacji uwzględniającej połączenia lotnicze i autobusowe oraz wygodę podróżujących.

Gdzie?

Tym razem w Azji spędzimy 3 tygodnie. Wśród punktów strategicznych podróży znajdują się na dzień dzisiejszy:

  • miasto Kuala Lumpur (Malezja), stolica i najszybciej rozwijające się miasto Azji Południowo-Wschodniej

  • wyspa Langkawi (Malezja), posiada status geoparku UNESCO ze względu na duże bogactwo flory i fauny

  • miasto Malakka (Malezja), wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO

  • Cameron Highlands (Malezja), czyli bajeczne herbaciane wzgórza i odpoczynek od upałów

  • państwo-miasto Singapur (Singapur), gdzie za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci, a za wandalizm – kara chłosty

  • miasto Georgetown na wyspie Penang (Malezja), wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO

  • północna część Borneo, stan Sarawak (Malezja), kilka dni zakwaterowania w środku Parku Narodowego Bako

Zadania przede mną

Kilka zakwaterowań zostało jeszcze do ogarnięcia, ale na chwilę obecną to nie jedyne wyzwania, którymi należałoby się zająć. Przed nami wizyta u lekarza medycyny podróży i poważna decyzja, na które szczepienia można się jeszcze zdecydować (wykonanie wszystkich to zabawa w kilka tysięcy złotych od łebka – wszystkie posiadają status rekomendowanych mocniej lub mniej). W codziennym biegu i tysiącu obowiązków przeprowadzenie tej operacji wydaje mi się kosmicznie trudne.

Kolejne wyzwanie to zakupy na podróż. Wiążą się ze świeżym postanowieniem, że zmieścimy się oboje w plecaki, które podczas lotów liniami AirAsia zostaną z powodzeniem zakwalifikowane do bagażu kabinowego. Po pierwsze, musimy się zaopatrzyć w plecaki. Konkretny model został wybrany po tym, jak Maciek przemierzył mile w przegrzebywaniu zasobów internetu. Z zakupem czekamy na dogodną porę, czyli amerykański Black Friday w nadziei na delikatną obniżkę ceny. Plecaki wyglądają mniej więcej tak:

Porter_46_back

 

Oprócz tego czeka nas wybór odpowiednich butów trekkingowych, które sprawdzą się w diametralnie różnych warunkach i nie uwędzą naszych stóp w tropikalnych temperaturach. Selekcja odpowiedniej odzieży szybkoschnącej, niezbędnych kosmetyków i lekarstw… Myślę, że zestaw MUST HAVE przygotuję dla Was jeszcze przed lutowym wyjazdem.

Póki co, dalsze przegrzebywanie zasobów sieci i organizacja wszystkich informacji w jednym miejscu. Uff… nie mogę narzekać. To czysta przyjemność! ;)

Podaj dalej

  • Marcelka

    Wow super :) widać ze wszystko bedzie dopięte na ostatni guzik :) po cichu mam nadzieje ze bedzie jakiś konkurs na pocztówki :D