Niskosłodzona ciężarówka, czyli jak dojechać do 9. miesiąca ciąży i nie zwariować

w ciąży 1

W styczniowe popołudnie ze łzami wzruszenia pogratulowałam przyjaciółce informacji o tym, że spodziewa się dziecka. Niczym bumerang powróciła myśl, że to może już ten czas. Czy nie byłoby wspaniale razem z kilkoma bliskimi kumpelami razem wejść na ten następny poziom? W kupie, mawiają, raźniej.

Kwestia jak, na Boga, doszło do tego, że miesiąc później, w ramach spóźnionego prezentu na moje 28. urodziny test ciążowy ukazał dwa paski – zasługuje na oddzielny wpis. Ze względów medyczno – zdrowotnych od okresu dojrzewania lekarze przygotowywali mnie na to, że sukces projektu-dziecko w moim życiu nie będzie ani gwarantowany, ani otoczony aurą spontanicznych romantycznych uniesień. Tak widać mogło być, ale się nie stało i pani Niskosłodzona, szczęśliwa i niezależna kobieta pracująca, zakochana w podróżach – dowiedziała się, że będzie mamą.

Dziś – na 13 dni przed planowaną datą porodu – czuję, że dojrzałam do tego, żeby podzielić się z Wami moim doświadczeniem i z lekkim przymrużeniem oka wskazać kilka aspektów, które pomogły mi dojechać do 9. miesiąca w niezłym stanie psychofizycznym. Zaznaczam tym samym, że nie pretenduję i nie zamierzam w przyszłości pretendować do roli speca parentingowego – bazuję na obserwacjacji świata, swojego ciała i umysłu i relacji między nimi.

CZASEM NIE WARTO PLANOWAĆ

O ciąży dowiedzieliśmy się na ok. 3 tygodnie przed planowanym wylotem do Wietnamu. Podróż to zresztą nie jedyna rzecz, która stanęła pod znakiem zapytania w kontekście tej nowiny. Mąż chyba nigdy nie przestanie się śmiać z tego, jak powitałam go po powrocie do domu ze łzami w oczach i po ogłoszeniu radosnej nowiny wydukałam, chlipiąc: „To jak ja pojadę na obóz taneczny w 8. miesiącu ciąży…?”.

Tak, można mieć prawie 30 lat, stabilną pracę i w miarę poukładane w głowie, od lat dojrzewać do tego momentu, wyobrażać go sobie i marzyć o nim – reakcje mogą być różne i nikt nie ma prawa Was za nie oceniać. W ramach adaptacji do tego, co stało się rzeczywistością – stałam się najszczęśliwszą kobietą na świecie na drodze pełnej sprzeczności i huśtawki emocjonalnej. Przyznam, przelałam morze łez w lęku przed utratą tego, co dawało mi do tej pory poczucie bezpieczeństwa – plany, realizacja marzeń o tańcu, podróżach, zawodowe sukcesy, równowaga środków na koncie i przede wszystkim udany w swej stabilności związek z partnerem.

Czy jestem egoistką? Chyba nie, bo dopiero kilka lat temu zaczęłam trenować funkcjonowanie w świecie z myślami: „Mam prawo do…”, „Mam ochotę na…”. Może właśnie dlatego tego NOWEGO trochę się przestraszyłam i pojawił się lęk, że dopiero co nabyte JA pójdzie się zagrzebać…

Kwestia tego, czy powinniśmy jechać do Azji – to nie temat na dzisiaj. Postanowiliśmy wspólnie, że nie jedziemy. Abstrahując od kwestii bezpieczeństwa, rezygnacja z przeżywania atrakcji pierwszego trymestru w 40-stopnionym upale okazała się prawdopodobnie najlepszą decyzją, jaką podjęliśmy w ciągu ostatnich lat.

Rada? Nie skupiać się na tym, co nie wyszło, bo plany czasem nie wypalają. To dla mnie było kosmicznie trudne, ale ciąża to ten etap, kiedy ciało uczy pokory i musisz się w nie wsłuchać i do niego dostosować. Nie wiesz, w jakim tempie zmienią się twoje warunki życia, więc warto przyjmować każdy dzień takim, jakim jest. Może przez jakiś czas – zwłaszcza na początku lub na finale – trzeba będzie zwolnić i poleżeć – bo mdłości, bo zawroty głowy, bo kręgosłup, bo cośtam. Kiedy przestaje się pisać scenariusze w głowie i skupi na teraźniejszości – bywa łatwiej i bliżej szczęścia. Pewnie o tym traktują poradniki w stylu „Znajdź swoje szczęście”, których nie czytuję.

KORZYSTAJ Z PRZYWILEJÓW CIĘŻARÓWKI

No dobra, tego wcale nie opanowałam do perfekcji, ale poczyniłam w temacie pewne postępy. Mój mąż zdążył przywyknąć do tego, że po niektóre rzeczy w mieszkaniu się nie schylę, czasem trzeba mi zawiązać sznurówki, wyciągnąć ładowarkę spod łóżka. Ja zatem zaczęłam się dopiero uczyć, żeby o te rzeczy prosić. Mężczyzna, choćby nie wiem jak bardzo empatyczny, wielu rzeczy się nie domyśla, dopóki potrzeby nie zwerbalizuje się paszczą.

Najtrudniejszy był 8. miesiąc, bo fizycznie czułam się w nim najgorzej. Chlipałam w nocy, nie mogąc zasnąć z bólu, który praktycznie mnie nie odstępował na krok – w różnych postaciach. Obecnie cieszę się lepszą kondycją, ale nie wiem, czy potrwa to długo. Problem polegał na tym, że nie za bardzo potrafiłam zaakceptować fakt, że przestałam być samodzielna. Cała pewność siebie runęła jak domek z kart – to urosło w mojej głowie do rangi dramatu. Co z tego, że to wina hormonów a sam stan ograniczony w czasie – w tamtym momencie i miejscu było mi źle i nie potrafiłam tego zaakceptować.

Kiedy zaczęłam prosić o pomoc męża, mamę tudzież innych najbliższych, z każdym razem było ciut łatwiej. Zaczęłam sobie powtarzać, że jest to zupełnie naturalne i nie świadczy o moim lenistwie ani ułomności. Co prawda, nie zdarzyło mi się poprosić o miejsce siedzące w komunikacji miejskiej albo na przystanku – to już jest Mount Everest i potencjalna obraza „dumy”, za co jestem na siebie zła. Mimo wszystko, tych okazji nie było tak wiele, bo zazwyczaj w końcu wyłaniał się z tłumu człowiek, który sam proponował ustąpienie miejsca. Pamiętam tylko 2 podróże metrem na linii Mordor – Centrum, kiedy miejsca nie zaproponował nikt – 100% młodych kobiet i mężczyzn tak bardzo zdeterminowanych do obrony swojego siedzenia, że po prostu zrezygnowałam z umawiania wizyt lekarskich w okolicach ulicy Domaniewskiej.

A po co w ogóle prosić albo domagać się miejsca? Wcześniej wydawało mi się, że ustępowanie miejsca ciężarnej to gest z gatunku savoir-vivre i tak po prostu zwyczaj każe. Dość szybko na własnej skórze przekonałam się, że powodów, dla których kobieta w ciąży jest uprzywilejowana w przestrzeni publicznej, jest więcej i to dość konkretnych, czysto medycznych i zdroworozsądkowych. Merytorycznie temat poruszyła jedna z moich ulubionych blogerek – Mama Ginekolog w kontekście wizyty w studio Pytanie na Śniadanie i reportażu o specjalnym traktowaniu kobiet w ciąży. Także w specjalistę tym razem bawić się nie będę, a Wy pamiętajcie o swoich przywilejach.

ZNAJDŹ PRZESTRZEŃ TYLKO DLA SIEBIE

Tę pierwszą ciążę będę pamiętać jako dziwny czas, w którym ciało i umysł notorycznie rozjeżdżają się w swoich potrzebach i oczekiwaniach. Z jednej strony potrzebujesz odpoczynku i wyciszenia, ale jednocześnie tęsknisz za aktywnością i chodzisz po ścianach w poszukiwaniu zajęcia. Hormony szaleją i tak naprawdę nie jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego chcesz. I tym bardziej partnerowi! To moje doświadczenie i nie wiem, czy tak być musi. Oczywiście od początku wydawało mi się, że otaczają mnie wyłącznie koleżanki z godnością i stoickim spokojem wchodzące w nowy etap życia, podczas gdy tylko ja histeryzuję i nie potrafię się odnaleźć w sytuacji.

Niezależnie od tego, jak może być u Ciebie – a jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń, zdecydowanie polecam rezerwowanie czasu na przyjemności albo przynajmniej nowe zajęcia, które przyjemnościami mogą się po jakimś czasie stać. Moja przyjaciółka „z piaskownicy”, Ola – wypełnia bezsenne noce tworząc na szydełku coraz bardziej skomplikowane zwierzątka. Ja już chyba nie zdążę się w to wkręcić, ale z kolei przyznam, że moją terapię stanowiła joga i taniec towarzyski. To drugie ciągnę z uporem maniaka do dziś i dopóki nie wyląduję na sali porodowej, będę tańczyć. No dobra…  póki mój nauczyciel nie wykopie mnie z sali, ale na razie wykazuje anielską cierpliwość ;) Wiem, że nie zawsze to jest możliwe i czasem lekarz może z pewnych względów kazać się oszczędzać. Mam to ogromne szczęście, że do dzisiaj dojechałam bez poważniejszych odchyleń w badaniach, więc bezkarnie mogłam sobie eksperymentować, dopóki mieściło się to w ramach zdrowego rozsądku. Jak inaczej wyjaśnić rolę wypełniania swoich pasji w ciąży, kiedy przez 4 dni z kolei do własnej łazienki z salonu się dosłownie doczołgujesz, a tego dnia, kiedy idziesz robić to, co kochasz – wstajesz z energią i czujesz, że parę części ciała w ciągu kilku godzin się cudownie naprawiło!

w ciąży 2

NIE WSZYSTKO MUSI BYĆ TAK, JAK U KOLEŻANKI

Części aktywności raczej nie zaleca się w ciąży, jeśli nie były z nami obecne wcześniej. Także może nie zostaniesz w ciąży wyczynową biegaczką ani nie skoczysz ze spadochronem. Niemniej jednak – żyjemy w czasach, w których opcji dla spodziewających się dziecka kobiet jest sporo. Jeśli, podobnie jak ja, prawie do samego końca pracujesz zawodowo – może się okazać, że wszystkie typowo ciążowe zajęcia omijają cię w środku dnia. Nie oznacza to jednak, że zostaje Ci kanapa i pilot do telewizora – o nie!

Wspomniałam już o manualnych zabawach z szydełkiem, ale to mogą być puzzle, pierwsze zabawy z farbami akwarelowymi i przytarganie do domu pożyczonej sztalugi. Jeśli lekarz pozwala na aktywności – zatroszcz się o swoje ciało. Sprawdź, jakie zabiegi relaksujące i kosmetyczne są bezpieczne w ciąży, poszukaj zajęć dla kobiet w ciąży, sprawdź, czy masz namiar na fizjoterapeutę / położną – która pokaże, jakie ćwiczenia wykonywać w domu, a kiedy pojawią się bóle kręgosłupa – będzie Twoim chodzącym aniołem – cudotwórcą, który stawia na nogi.

Wyciągnij książki, na które nie miałaś czasu wcześniej i które za chwilę po porodzie znowu się zakurzą. Idź na spacer, odgrzeb stare znajomości. A jeśli mimo wszystko dopadną Cię smutki – nie poddawaj się. Szukaj znów czegoś nowego, umów się na konsultację z terapeutą, który specjalizuje się w pracy z kobietami w ciąży i połogu. Nie poddawaj się, a tego następnego dnia albo jeszcze następnego – będzie lepiej :)

Podaj dalej