Podniebne Święta

CAM00467
Otuliłam się kołdrą w przyjemnym pokoiku na poddaszu praskiego hoteliku Olga. Wpatruję się w żaluzje okna dachowego i przypominam długą i wycieńczającą drogę powrotną z Azji.

Lot z Bangkoku do Istanbule trwał dokładnie 11 godzin. Podobnie jak poprzednio, rejs okazał się komfortowy, ze wszystkimi udogodnieniami.m.in. w postaci VOD ( łyknęłam 100 Feet Journey i About Time – obydwa zdecydowanie polecam! ). Na pokładzie mieliśmy ponad połowę miejsc wolnych, dzięki czemu większość pasażerów rozłożyła się wygodnie i można było zaznać wartościowego kimania – właściwie z naszej czwórki tylko ja zdołałam się przespać, ale to już mam w genach ;)
Po wylądowaniu w Turcji czekała nas nieprzyjemna niespodzianka. Mimo wcześniejszym przesłankom, Turkish Airlines nie zapewniły nam hotelu na 14-godzinne oczekiwanie na następny lot. Mało sympatyczny przedstawiciel linii poinformował mnie w okienku, że jeśli istnieje późniejszy lot o tym samym połączeniu (a istniał), który niweluje przerwę między lotami na danym dystansie, dyskwalifikuje to w kolejce do przyznania noclegu. Takie uroki tanich połączeń kupowanych przez Empik Travel.
Zmęczenie i frustracja sięgnęły zenitu i w pewnym momencie usiadłam w kącie i zaczęłam płakać. Czułam się bezsilna w obcym kraju – bez noclegu, bez bagażu – w noc wigilijną. To nie tak miało być i.naprawdę nie miałam siły na nic. Na szczęście moja połówka szybko otarła łzy. Wzięłam się w garść, poszukałam nabliższego miejsca z wi-fi, co pozwoliło nam na szybkie złapanie taniego i dobrego noclegu w starej dzielnicy Istanbule ( 7 EUR za os.).
W tym mieście piękne jest to, że z lotniska metro prowadzi wszędzie, gdzie zapragniesz. Wykorzystaliśmy tę okazję i transportem publicznym dostaliśmy się do naszego apartamentu. Nie było łatwo, ale pomagali przechodnie i pół wagonu tramwaju, którym jechaliśmy. Generalnie do teraz jestem w szoku, ile pomocnych ludzi spotkaliśmy tego wieczora. Jeden miejscowy chłopak zadzwonił ze swojego telefonu do hotelu, dogadał się z recepcją i finalnie doprowadził nas pod same drzwi budynku. Tak po prostu, bo chciał pomóc i przy okazji pogadać.
Chłopaki z hotelu przypominali „udomowionych” gangsterów. Całkiem przystojnych i władających nienagannym angielskim. Jeden z nich przeprowadził nas przez kilka przecznic do apartamentu. Droga była kręta, bo przy okazji polecił kilka dobrych i tanich restauracji tureckich. Kiedy mijaliśmy tętniącą życiem uliczkę, pełną tańcujących w rytm ichniejszych rytmów Turków, pomyślałam, że to miejsce muszę poznać dokładnie.
Jestem pewna, że tu jeszcze wrócę. Nie spodziewałam się, że zastanę w mieście tak życzliwych i spontanicznych ludzi. Może to przywyczajenie z Tajlandii, ale ta bezinteresowna pomoc na każdym kroku rzucała się w oczy. Bez namolnych spojrzeń i krętactwa, które u Tajów w Bangkoku doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Poza tym, dzięki temu, że nocleg załatwiliśmy sami, w te kilkanaście godzin udało się zasmakować chociaż okruch kultury tureckiej. I przespać 5 godzin w ciepłym i miękkim łóżku… Rano podreptaliśmy z powrotem na lotnisko, żeby przeprawić się do Pragi – ostatniego przystanku przed Warszawą.

Podaj dalej

  • http://www.blogger.com/profile/06683420190756796792 Marcelka

    Szczęście w nieszczęściu…ale i tak Wam zazdroszczę :)

  • http://www.blogger.com/profile/04141688085242198154 Piotr Kruze

    Właśnie przeczytałem całego bloga i zostałem Kasiu Twoim wielkim fanem!!! Gratuluję i jednocześnie zazdroszczę podróży, przygód i lekkiego pióra;-) planujesz urządzić pokaz slajdów? ;-)

  • http://www.blogger.com/profile/01877793131179271592 Katarzyna Munzar

    Ależ mi miło!! Czuj się zaproszony :) #comingsoon

  • http://www.dobregeny.pl Dobre Geny

    Szkoda, że już koniec :) ale dziękuję za miły wieczór!

    • http://www.blogger.com/profile/01877793131179271592 Katarzyna Munzar

      Niesamowicie mi miło! Mam nadzieję, że to nie koniec, poza tym ja cały czas mam dużo pomysłów w głowie ;)