[Qchnia dla Opornych] Placuszki jaglane

P2070034
Nigdy nie wierzyłam, że umieszczę na swoim blogu (którymkolwiek, który powstał i potem umarł śmiercią z zaniedbania) prawdziwy przepis kulinarny. Nie przepadam za gotowaniem. Praca w kuchni mnie stresuje, czasem nudzi i po prostu nie sprawia takiego fun’u jak sprzątanie – tak, relaksuję się zwłaszcza podczas odkurzania. Z moim partnerem mamy jasno określony podział. Maciek buszuje w kuchni i poluje na zwierzynę, ja – dbam o ognisko domowe, sprzątam, upiększam i pachnę ;)

Zdarza się jednak, że coś upichcę. Te rzadkie przypadki pozwoliły na opanowanie do perfekcji kilku potraw (głównie ciast – to mi nadzwyczaj dobrze wychodzi). Dziś powiem Wam, jak zrobić zdrowe i pyszne placuszki jaglane – które można podawać z owocami, syropem klonowym bądź dobrą konfiturą. Można też wcinać bez dodatków zwłaszcza, kiedy są świeżutkie, czekają na kolację i… nikt nie widzi.
Zaczynamy od ugotowania 1,5 szklanki kaszy jaglanej. Na jedną szklankę daję zazwyczaj 2,5 szklanki wody. Po ugotowaniu proponowanej ilości wyjdzie Wam ponad 3 szklanki kaszy ugotowanej, która będzie się trochę sklejać – bez obaw.
Całość kaszy dodajemy do miski. Wrzucamy do niej również:
  • 2 szklanki mąki (kukurydzianej bądź żytniej – darujcie sobie dla zdrowia pszenną)
  • 400 ml mleka (najlepiej migdałowego, ale jeśli krowie Wam nie przeszkadza, niech będzie)
  • 4 jajka od szczęśliwej i wykształconej kury (najlepiej miłośniczki literatury angielskiej)
  • łyżka kurkumy
  • łyżka cynamonu
  • szczypta soli morskiej
  • 3 łyżki miodu (lub cukru – jeśli musicie)
Całość blendujemy lub miksujemy, żeby pozbyć się grudek, które mogły pozostać po zbitej kaszy jaglanej.
Kiedy uzyskamy w miarę jednolitą masę, wyjmujemy patelnię – najlepiej taką, której nie będzie szkoda, jeśli coś spieprzymy ;)
Do smażenia placuszków przyda się masło klarowane – w sklepach zazwyczaj widuję duże opakowanie od Mlekovity. Takie masło ma wyższą temperaturę spalania od oleju, dzięki temu łatwiej będzie uzyskać rumiany i odpowiednio ścięty produkt.
Zanim wpadłam na masło klarowane, okropnie męczyłam się z olejem. Wiele placuszków przypalało się z wierzchu i pozostawało surowymi wewnątrz.
Zdjęcie po prawej idealnie ilustruje stan placuszka gotowego – z jednej strony ;)
Nie wszystkie wyjdą idealne, ale im mniejsze i cieńsze zrobimy, tym łatwiej będzie na początku wyczuć klimat.
Gotowe smakołyki zostawiamy na chwilę do ostygnięcia i podajemy, z czym żywnie nam się podoba. W praktyce połowa ląduje w moim i Maćka brzuchu, zanim usmażę wszystkie do końca.
Spróbujcie! Smacznego!

 

Podaj dalej

  • Ola

    Widzę, że stosujemy ten sam rodzaj wazonu do kwiatów :D

  • http://www.dobregeny.pl Dobre Geny

    mniam! Zrobię je!