Co robi w naszym domu Springer Spaniel?

13923428_10206857520055091_2986157103315442779_o

W moim domu rodzinnym nigdy nie było psa. Miałam około 18 lat, kiedy rodzice zgodzili się na kota. I wokół kotów toczyło się moje życie przez dekadę, aż do wiosny tego roku. Wtedy pojawił się Tymek. Tymoteusz. Springer spaniel angielski o zabarwieniu straciatella. Ode mnie zatem słów kilka o tym, skąd w naszym mieszkaniu zjawił się pies, jak żyć z psem, i czy pies może być szczęśliwy w dużym mieście.

Razem z moją połówką od lat wiedzieliśmy, że kiedyś będziemy mieć psa. Dużego futrzastego przyjaciela. Plan był jednak taki, że nowy członek rodziny pojawi się w momencie, kiedy dysponować będziemy ogrodem, wolnostojącym domkiem i lokalizacją na skraju lasu – czyli inwestycja oddalona o co najmniej 10 lat. Wszystko się zmieniło w momencie, kiedy straciliśmy naszą kotkę, bliźniaczą siotrę Tary. Tola odeszła po kilku miesiącach choroby. Czekała na operację, ale pisany był inny scenariusz. Najłagodniejsza i najbardziej przytulaśna kicia pod słońcem zostawiła nas z rozdartymi serduchami mroźnej marcowej nocy.

Tara wpadła w kocią depresję. Przestała jeść i zamknęła się w sobie. Musięliśmy podjąć jakąś decyzję. Jakąkolwiek. Czas mijał, a kot marniał w oczach. Zaczęliśmy poszukiwania kotka ze schroniska.

Czy próbowaliście kiedyś zaadoptować zwierzaka? Czasem myślę, że łatwiej jest zaadoptować dziecko. Po przeczytaniu kilku umów adopcyjnych i przy braku możliwości zweryfikowania, czy nowy mieszkaniec domu będzie tolerowany przez Tarę, stwierdziliśmy, że nie jesteśmy gotowi i to zbyt duże ryzyko przy naszym trybie życia.

Nie pamiętam już, jak to się stało, że zaczęliśmy szukać psa. Najpierw chęć, żeby pojechać do schroniska – ostatecznie przegląd ras wszelkich i wielkie studiowanie, jaka rasa nadaje się do życia w mieszkaniu, w dużym mieście i u właścicieli pracujących poza domem. Wiem, że to newralgiczny punkt tej historii, bo połowa z Was oburzy się na kupno psa z hodowli. Tak, to był bardzo duży dylemat. Dzisiaj jednak po pół roku życia w społeczności psiarzy upewniam się, że pies rasowy to indywidualna decyzja. Nie każdy może czuć się na siłach wziąć odpowiedzialność za stworzenie, które w przypadku schroniska nierzadko ma za sobą ogromną traumę.

Tymek i Tara

Tymek i Tara

Z drugiej strony – świat nie jest zerojedynkowy. Trudności pojawiają się również przy psach rasowych (zwłaszcza prawie-rasowych z „udawanych” hodowli), a Pucek ze schroniska może się okazać do rany przyłóż łagodnym i wiernym przyjacielem rodziny. Wiele też zależy od właściciela, a niestety na takowych nikt nie prowadzi kwalifikacji. Tak często przechadzam się miastem i widzę ludzi, którzy nie panują nad swoim podopiecznym. Chociaż nic tak mnie nie irytuje jak nie sprzątanie po swoim psie. Ale to temat na osobny wpis, bo zachowanie jest nadal powszechne, a w mojej okolicy – na Pradze Północ – nadal częściej widzi się opiekunów zbyt zajętych swoimi sprawami, żeby splamić swą dumę korzystaniem z torebek na psie odchody.

Tymek przybył do nas w Wielki Piątek z podwarszawskiej hodowli, Avendesora. To springer spaniel angielski, należący do psów myśliwskich, dokładniej – płochaczy. Mimo wszystko to rasa, która przy dużym zaangażowaniu właściciela – może żyć w mieście i zostaje w domu, kiedy jesteśmy w pracy. Zero zniszczeń i zero szczekania pod naszą nieobecność. Co prawda, nie zostaje sam, bo towarzyszy mu kotka. Ma dodatkowo całą masę zabawek porozrzucanych po mieszkaniu. Są sznurki, piłeczki, pluszaki, tunele i – przy odrobinie roztargnienia właścicieli – rolka papieru toaletowego do rozparcelowania.

Psy tej rasy są świetnymi towarzyszami rodziny z dziećmi i innymi zwierzętami. Kiedy już trafiłam w internecie na informacje o tej rasie, bardzo przydatny okazał się artykuł z hodowli Tamaam, który pozwolę sobie podlinkować, zwłaszcza artykuł o tytule: „Zanim kupisz springera”.

W ciągu tygodnia zapewniamy psu – oprócz standardowego wyprowadzania na załatwienie swoich potrzeb – jeden co najmniej godzinny spacer, podczas którego ma szansę się pożądnie wybiegać. Mamy to szczęście, że w naszej okolicy jest bezpieczne miejsce, gdzie pies może latać bez smyczy w towarzystwie innych psiaków, z którymi się przyjaźni. W zasadzie, w każdym warszawskim parku spotykam grupy właścicieli, którzy regularnie spotykają się na psie zabawy. Park Praski, Park Skaryszewski, Pole Mokotowskie – to nasze ulubione miejsca, gdzie zawsze spotkamy chętnego kompana do wspólnych harców.

Oprócz tego – świetne są okazje do wypadu poza miasto. W tym przypadku świetnie sprawdzają się blogi poświęcone psiarzom z okolic Warszawy. Na bieżąco przeglądamy blogi pieswwarszawie.pl, skąd czerpiemy pomysły na spontaniczne weekendowe wypady oraz stronę piesnaurlopie.pl, skąd wiemy, w której knajpie możemy się bez problemu pojawić z Tymkiem.

Tymek w lesie

Tymek w lesie

Jeszcze rok temu, gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem gotowa na psa, powiedziałabym, że stanowczo nie. Dopiero w tym roku poczułam, że jestem w stanie zobowiązać się do wychodzenia z psiakiem na spacer o każdej porze dnia i nocy niezależnie od pogody i temperatury na zewnątrz. To był kolejny etap, chęć do zrobienia kolejnego kroku w życiu. Tak, to była taka mała rewolucja w domu i przeorganizowanie codziennej rutyny. Na część rzeczy nie mogę sobie już pozwolić. Ze znajomymi spotykam się raczej na spacer w parku albo wychodzę na bulwary nad Wisłę, gdzie mogę zabrać Tymka. Czy to jakiś problem? Dla mnie i połówki – żaden. Widać, tak miało być.

Tara znów jest radosnym kotem. Może nie lubi Tymka tak bardzo jak Tymek lubi Tarę. Kot jednak dominuje i ustawia zasady tej relacji. Czasem sie denerwuje, bo Tymek zaczepia i bawi się częściej niż ona miałaby na to ochotę. Na koniec zdjęcie z momentu, kiedy Tymek pierwszy raz przekracza próg naszego mieszkania. Czyli jakieś 12 kg temu.

Tymek w domu

Tymek w domu

Podaj dalej