Talabeng + Bubu

CAM00458
Z lekkim opóźnieniem wracam z relacją dnia wczorajszego i jedną z najlepszych przygód, jakie przeżyliśmy w Tajlandii. Mam na myśli całodniową wycieczkę przez Mangrove Forest na wyspę Talabeng, a następnie Bubu.
Oficjalnie ceny wahają się w okolicach 1350 bahtów za osobę. Nam udało się wytargować 1000 bahtów i łódkę z przewodnikiem na wyłączność ( mamy już pewne doświadczenia z towarzystwem rodzin rosyjskich bądź bułgarskich…).
Najpierw przeprawa przez Mangrove Forest długą drewnianą łodzią, która – masz nadzieję – przetrwa jeszcze tę jedną wyprawę. Zaczynamy od wsłuchiwania się w ciszę, obserwowania podmokłego lasu, w którym czają się nieznane nam stworki. Najwięcej widać krabów. Od maleńkich po większe od pięści ludzkiej. Dostępne chyba we wszystkich kolorach, jakie można sobie wyobrazić w wersji neonowej :)
Opuszczamy las i udajemy się na Talabeng, gdzie basza ekipa przesiada się w dwuosobowe kajaki. Ja siadam z naszym przewodnikiem i od razu zaczynam wypytywać o to, co możemy zobaczyć i ewentualnie co potwornego może się napatoczyć w wodzie. Generalnie jak wszyscy przewodnicy tajscy, nasz jest wyluzowany. Kiedy nie wkręca mnie w jakiś mało wysmakowany żart ( typu, że właśnie śmingęła mu za kajakiem wielka anakonda ), śpiewa pod nosem i buja kajakiem na wszystkie strony.
Pyta, czy mam chłopaka. No powiedzmy, że nie ;) Fajnie było patrzeć, jak popisuje się przed nami. Na najbliższym przystanku na płytkiej wodzie wspina się na skały i skacze na główkę do wody pełnej meduz ( malutkich, wielkie brązowe niczym z filmu „Kula” mijaliśmy na głębokiej wodzie ).
Nasza wędrówka kajakiem jest nie do opisania. To trzeba zobaczyć na własne oczy, bo żaden obiektyw nie uchwyci ogromu skał, które opływaliśmy, egzotycznej roślinności i przezroczystej wody – aż za dużo w niej widać ;)
Kajaki kończymy w jaskini morskiej, gdzie można się wspiąć po linie i oponach, żeby uchwycić najlepszy widok światła przedzierającego się naprzeciw ciemności.
Następny punkt programu to mała wysepka Bubu, gdzie najpierw dostajemy jedzenie: ryż, zupkę, gotowane warzywa (dzięki Bogu, nie pad thai!). Najedzeni udajemy się na drzemkę na hamakach, a na koniec spacerujemy po pustej plaży i przyglądamy się bungalowom, które można tu wynająć. Trochę ekstremalnie, ale następnym razem z chęcią skorzystamy.
Droga powrotna to znów dryfowanie przez Mangrove Forest i ostatnia atrakcja w postaci karmienia małp. Tutejsze małpy żyją w lesie na wolności. Jedyne, co w ich życiu jest inne, to fakt, że raczej nie liczą na własnoręcznie zdobywane pożywienie. Codzienne wycieczki małymi łodziami sprawiają, że doskonale wiedzą, kiedy będą owoce i kiedy należy zwołać wszystkich wujków i kuzynów nad wodę. Małpy nie boją się człowieka, wskakują od razu na naszą łodź i… zaczynają grzebać w torebkach – straciłam tym sposobem wilgotne chusteczki, miały bardzo ładny wzorek ;)
Nasz przewodnik stanął na wysokości zadania i jako mianowany samiec alfa odganiał bardziej agresywne osobniki. To niesamowite, jak wiele potrafił tym zwierzętom przekazać kontaktem.wzrokowym. A one nie zdawały nie mieć z tym większego problemu.
Jedną malutką małpkę udało mi się pogłaskać po głowie. Była naprawdę malutka, bo potem wróciła do mamy na ręce.
Cały czas pozostaję pod sporym wrażeniem więzi, jaką dostrzegłam między naszym opiekunem a okolicą, którą nam pokazywał. Kiedy mowiłam mu o tym, że nie mogę uwierzyć, jak pięknie tu jest, po prostu spuszczał wzrok i dziękował. Tak, jakby on był zespolony ze swoją ziemią. Wiadomo, Tajowie są dumni ze swojego bogactwa naturalnego, ale w tym wszystkim ujmuje mnie pokora, którą jakoś bardziej dostrzegłam u ludzi na wyspach.
Jeśli wystarczająco rozbudziłam Waszą wyobraźnię, na koniec serwuję film video z wycieczki w późniejszym poście!

Podaj dalej

  • http://www.blogger.com/profile/06683420190756796792 Marcelka

    Kasia mam nadzieję, że po powrocie będziesz kontynuowała swojego bloga, bo piszesz świetnie! :)
    Kiedyś w Indiach byłam na "Górze Małp" i tam małpy też się tak wycwaniły, że czekały, aż ktoś je nakarmi :) mam nawet pamiątkowe zdjęcie jak daje jednej banana :D jednak również trzeba było pamiętać o swoich rzeczach, bo potrafiły kraść torebki :p

  • http://www.blogger.com/profile/17039009653621645829 fenomenalnie

    :) brzmi naprawdę fajnie! I cieszę się, że żadna małpa nie zostawiła dożywotniego śladu na Twej nodze ;)