[Test] Kosmetyki PAESE

IMG_7128 (3)

Po krótkiej przerwie wracam z recenzją kosmetyków kolorowych. Kosmetyki PAESE to polska firma, która na naszym rynku funkcjonuje od około siedmiu lat (wcześniej pod nazwą Euphora). Do tej pory nie miałam okazji wyrobić sobie o nich opinii, dlatego w ramach zaspakajania ciekawości zrobiłam małe zakupy na stoisku marki w Galerii Mokotów.

Zanim dojdę do samych kosmetyków, wspomnę, że zakupy zawdzięczam naprawdę miłej i kompetentnej obsłudze. Dziewczyny, które zaczepiły mnie na stoisku, o produktach i ich składach wiedziały sporo – czym zaplusowały ogromnie! Dzięki nim dowiedziałam się między innymi, że PAESE to kosmetyki hipoalergiczne, odpowiednie do cery wrażliwej.

IMG_7135 (2)

Do testowania wybrałam produkty, których zapasy akurat mi się skończyły:

  • Matujący i utrwalający puder – Puder ryżowy, dla cery normalnej, mieszanej i tłustej
  • Kamuflaż w kremie (20 – piaskowy)
  • Matowy cień do powiek (601 – kaszmir)

PUDER RYŻOWY

Puder transparentny to jedna z obowiązkowych pozycji w mojej kosmetyczce. Stanowi świetne wykończenie makijażu, matuje skórę w strefie T i pozwala na dłuższe utrzymanie podkładu w ciągu dnia. Próbowałam już wielu marek pod kątem tego kosmetyku i zdecydowanym ulubieńcem od dawna pozostaje fixer z Art Deco (do którego można dokupować same wkłady z pudrem). Do tej pory sparzyłam się tylko na pudrze z Yves Rocher, który totalnie się na mojej skórze nie sprawdził.

Puder z PAESE jest poprawny. Na początku mocno mnie irytował, ponieważ nie mogłam wypracować na nim metody aplikacji, która dawałaby naturalny efekt. Puder nakładany dołączonym do opakowania puszkiem miał za grubą warstwę, tworzył tapetę i pozostawiał na skórze toporne drobinki (zupełniejakbym się usmarowała talkiem!).

IMG_7136

W końcu wypracowałam optymalną metodę. Wyrzuciłam aplikator w kąt i zaczęłam odrobinę pudru przesypywać do wieczka. Dzięki temu w pełni kontroluję ilość potrzebnego do nakładania produktu.

IMG_7139

Dalej używam pędzla kabuki (na zdjęciu), delikatnie zamaczam w pudrze, następnie delikatnie strzepuję nadmiar i również delikatnie wklepuję w miejsca, które najczęściej zaczynają się świecić podczas dnia.

Jest jeszcze jedno ALE. Aplikację tego pudru zostaw sobie na koniec, po konturowaniu, różu, kamuflażu, rozświetlaczu etc. W przeciwnym razie wymienione produkty nie będą z fixerem współpracować, nie wtopią się w cerę i nie dadzą się ładnie zblendować.

KAMUFLAŻ W KREMIE

Producent obiecuje, że kremowy kamuflaż PAESE jest mocno napigmentowany. To prawda, pigmentacja jest w porządku. Podobno doskonale stapia się z cerą – tutaj się nie zgodzę i zdecydowanie nie zgodzę się z tym, że się nie ściera. Dawałam temu produktowi wiele szans i cierpliwość skończyła się przy jakimś ósmym podejściu. Całkowita porażka, szybko wróciłam do moich ulubieńców -> mięciutkich jak masełko i bardzo dobrze wtapiających się kamuflaży z Art Deco – tak, uwielbiam tę markę i nikt mi za to nie płaci ;)

IMG_7141

MATOWY CIEŃ DO POWIEK

Wybrałam tylko jeden cień, dlatego koniecznie musiał to być cień matowy. Cienie perłowe są bardzo popularne, matowe – już nie. Z tego powodu wybór był prostszy!

IMG_7142

To jest bardzo nietypowy produkt, ponieważ jednej, a nawet dwóch cech nie mogę mu odmówić. Jest zdecydowanie mocno napigmentowany (do granic możliwości!) i bardzo trwały. Z drugiej strony pojawia się trudność, z jaką przez wiele lat malowania się nie spotkałam – ciężko się go blenduje i jest tak matowy, że uwidacznia wszelkie niedoskonałości i zmarszczki na powiekach. Ponieważ wybrałam bardzo jasny kolor, używam go do rozjaśniania kącików oka i łuku brwiowego. Myślę, że jeszcze poeksperymentuję i z chęcią Wam pokażę efekt końcowy. W każdym razie jest to najbardziej obiecujący produkt z całej trójki, jaką nabyłam z ciekawości.

Podsumowując, kosmetyki PAESE po pierwszych zakupach wzbudzają mieszane uczucia. Wiem, że na pewno poeksperymentuję z ich cieniami do powiek. Z tej mąki najprawdopodobniej będzie niezły chleb!

 

Podaj dalej