Tymek, sponiewieraj! – czyli jak i po co szkolić psa.

14054448_10206862964631202_4907842745838602445_o

Tymek to pierwszy pies, za którego jesteśmy odpowiedzialni. Ani ja, ani moja połówka nie mieliśmy pojęcia, czy poradzimy sobie z utrzymaniem psa myśliwskiego w mieszkaniu. Od początku to było dla nas jasne, trzeba iść na szkolenie. W końcu – każdy właściciel psa ma swoją metodę. Jak zaczynasz słuchać wszystkich na raz, wychodzi z tego recepta na wątpliwej jakości trening sado-maso.

zdjęcie tymka z fanpage psorbony

zdjęcie tymka z fanpage psorbony

Obecnie jesteśmy w trakcie zaawansowanego szkolenia u Kasi Iwańczuk (Akademia Psorbona). Zaliczyliśmy poziom podstawowy i zdecydowaliśmy się kontyntynuować pracę z Tymkiem, bo te pierwsze 10 spotkań zrobiło sporą różnicę. Wcześniej zaliczyliśmy również psie przedszkole w innym miejscu. Też było spoko, ale to Psorbona skradła Tymkowe serce (w końcu ktoś, kto wymyślił taką nazwę szkoły, musi mieć ułańską fantazję!).

Generalnie chcę się z Wami podzielić tym, czy w mojej ocenie warto jest inwestować w szkolenie psa i czy nie da się tego zrobić samemu, np. z pomocą książki. Odpowiedź w zasadzie zależy od takich kwestii jak:

  • doświadczenie właściciela – czy umie pracować z psem i wyszkolił wcześniej inne psiaki
  • doświadczenie psa – czy szkolimy młodego psa, który od szczeniaka jest z nami czy psiaka ze schroniska, po przejściach

Może być oczywiście tak, że psiak ze schroniska nie będzie sprawiał wielu trudności, natomiast misiek z dobrej hodowli zacznie wariować i będzie wymagał specjalnej uwagi behawiorysty. Tak czy siak, może być różnie, ale trzeba te dwa warunki na wstępie wziąć pod uwagę.

Kolejna rzecz – skąd czerpać wiedzę o szkoleniu psa? Szczecze mówiąc, nie znalazłam źródła, które sprawiłoby, żebym czuła się gotowa zacząć samodzielną pracę z psem. Problem głównie polega na tym, że metod jest mnóstwo: od tych „tradycyjnych”, tj. sprawiających ból zwierzęcia po treningi skupiające się wyłącznie na warunkowaniu pozytywnym, czyli nagradzaniu za dobre zachowanie. To nie wszystko, bo okazuje się, że w ramach szkolenia pozytywną metodą, spotkaliśmy w samej Warszawie szkoleniowców, którzy mają dość odmienne metody i opinie dotyczące np. używania klikera w trakcie szkolenia. Nie sądzę, że zawsze istnieje tylko jeden dobry sposób, ale w zasadzie można skończyć z niezłym mętlikiem w głowie i pewnie jeszcze większym – u psa.

Stąd też moja opinia, żeby jak najdłużej kontynuować taką metodę, która przynosi efekty. W moim przypadku nie było zgody na jakiekolwiek działanie, które mogłoby wywołać ból u zwierzęcia. Mimo wszystko skołowanie w ramach „pozytywnej metody” doszło do takiego momentu, w którym w jednym miesiącu Tymek nosił na zmianę szelki, nastepnie zwykłą obrożę, a na końcu szelki uciskowe (które miały oduczyć Tymka ciągnięcia za smycz).

14589920_10207295302719384_7509520936137550007_o

Jaki był błąd? Przede wszyskim zaliczyliśmy psie przedszkole, które nauczyło nas podstaw, które nie wystarczyły do tego, żeby wykorzystywać zdobyte umiejętności w życiu codziennym. Efekt był taki, że po dwóch miesiącach od szkolenia Tymek przestał reagować na komendy inne niż „siad” i zaczął wprowadzać własne rządy. Część komend zatem „spaliliśmy” i po kilku miesiącach frustracji zaczęliśmy od zera na szkoleniu podstawowym dla dorosłych psiaków.

Ważne jest zatem to, co wszyscy wiemy w teorii. Jak się coś zacznie, warto to porządnie zakończyć. To, że nauczymy psiaka podstawowych komend, nie znaczy, że będzie na nie reagował w warunkach trudnych: w towarzystwie innych psów, na gwarnej ulicy podczas wielu rozproszeń. A jak to jest ważne, każdy właściciel psa prędzej czy później się przekona. Nie mówię nawet o tak ekstremalnych sprawach, jak posłuszeństwo, które warunkuje życie albo zdrowie zwierzęcia. Możemy też uniknąć średnio przyjemnych sytuacji z ludźmi, którzy nie są entuzjastami psów. Na szczęście jest ich dużo mniej niż tych, którzy na łagodnego psiaka reagują bardzo pozytywnie, natomiast nawet nam zdarzały się incydenty zakończone interwencją służb porządkowych. (Prawo dotyczące psiaków w mieście to temat na osobny artykuł, który niebawem opublikuję).

Kończąc moje wywody – życzę Wam wszystkim dużo cierpliwości w pracy ze swoimi psiakami. Piszcie w komentarzach, czy szkolicie je, czy robicie to na własną rękę czy z pomocą behawiorysty. Macie swoje własne doświadczenia? Chętnie posłucham odmiennych opinii. Póki co – jestem z aktualnie obranej ścieżki bardzo zadowolona i wiem, że sama nie dałabym rady go „ujarzmić” ;)

Podaj dalej