Wyspa Penang [Malezja]

wpid-20160211_181420.jpg

Siedzę na lotnisku na Langkawi. Mój lot do Kuala Lumpur opóźnia się o godzinę. Na zmianę drzemię i piszę ten wpis. Wstałam po 7.00. Sześć godzin snu to za mało, powieki samoistnie opadają.

Pierwsza malezyjska wyspa, którą odwiedziłam, to Penang. To jedna z pierwszych kolonii brytyjskich w całym kraju, widać tu mnóstwo angielskich wpływów, więcej niż w pozostałych regionach. Starówka Georgetown, która została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, pełna jest magicznych street artów, które warto jest eksplorować po zmroku.

W zasadzie zadaję sobie teraz pytanie, czy jest coś, co mogłabym polecić do oglądania podczas dnia. Upał wydaje się w tym mieście nie do wytrzymania, ponieważ niska zabudowa nie daje zbyt dużo cienia, miasteczko jest pokryte betonem (jak pewnie każde miasto w Malezji), przez co żar leje się z każdej strony i każdego zaułka.

Założyłam na to miejsce 1,5 dnia i nie sądzę, żeby samo Georgetown wymagało więcej. Główne muzeum Penang zostało zamknięte z okazji chińskiego nowego roku. Z tej samej okazji, miasto opustoszało, w tym duża część restauracji. Po raz kolejny przekonałam się, że jechanie do Azji w okolicach tego święta jest bezcelowe i należy go najzwyczajniej w świecie unikać. Chińczycy przez 2 tygodnie siedzą w domach lub wyjeżdżają z miasta. Hotele są wypełnione (i przy okazji centra handlowe), ceny rosną o co najmniej 20%. W Chinatown nie dzieje się nic, więc nie ma co się spodziewać celebracji i szczególnego klimatu. Jest tam pusto ;)

Jeśli chcecie zjeść tradycyjną malajską kolację w Georgetown zdecydowanie polecam Mynionia Favourite. To miejsce, gdzie wybraliśmy się z dwoma dziewczynami z Hong Kongu, które mieszkały z nami w Cameron Highlands u Johna. Zafundowaliśmy sobie ogromną ucztę z dzielonymi potrawami (dla mnie niestety – owoce morza w roli głównej). Objedzeni do nieprzyzwoitości, biedniejsi o 30 zł od osoby, ruszyliśmy w poszukiwaniu ukrytych na starówce murali.
image

Jeśli szukacie eleganckiego, ale rozsądnego cenowo hotelu w centrum Georgetown, polecam Glow Penang Hotel***. Przy rezerwacji na Booking.com z dużym wyprzedzeniem można zejść do stawki 160 zł za noc w 2-osobowym pokoju ze śniadaniem, dostępem do basenu i siłowni.

Kilka murali, które sfotografowałam w mieście, pokażę niestety dopiero po powrocie do Polski. Najcenniejsze dla mnie zdjęcia, uchwycone moją 10-letnią lustrzanką Canona – leżakują na karcie pamięci w plecaku.

Muszę na koniec przyznać, że lepiej niż historyczną cześć Penang, eksplorowaliśmy z Maćkiem gabinety lekarskie. Nasze problemy z zatokami rozkręciły się na tyle, że musieliśmy się sprawą zająć na poważnie. I tym razem konsultacja okazała się sympatyczna i tania (20 zł) oraz leki wraz z antybiotykiem dostaliśmy na miejscu (60 zł).

image

Maciek i recepcja gabinetu medycznego w tle

Jeśli chcecie zapytać o muzeum, do którego nie ma najmniejszego sensu się udawać, to Fort Cornwallis, w którym po uiszczeniu opłaty ok. 25 zł można zauważyć kartkę z przeprosinami, że w muzeum nie znajduje się wiele eksponatów, ale mają nadzieję, że kiedyś to się zmieni.

Podaj dalej