Zaproszenie do sypialni

IMG_6752

Kiedyś marzyłam o własnym mieszkaniu. Wyobrażałam sobie dom pełen pięknych rzeczy, jasne przestrzenie, murowany kominek i golden retrievera grzejącego moje nogi w zimowy wieczór.

Czas wszystko weryfikuje,  chociaż to może nasze marzenia ewoluują i stają się dojrzalsze. Nie wiem, kiedy to się stało, że z rozmarzonej nastolatki stałam się samodzielną kobietą. Doczekałam się końca szkoły, upragnionej dorosłości i przywileju spłacania kredytu mieszkaniowego.

Razem z Maćkiem urządziliśmy nasze 50-metrowe mieszkanko z niesamowitą zgodnością. Nie było kłótni o kolory ani glazurę. Wydaje mi się, że pod tym względem jesteśmy szczęściarzami.

Nie mogę jednak powiedzieć, że ze wszystkim poradziliśmy sobie sami. Mózgiem operacji „wykończenie” była moja najdroższa siostra. Zburzyła trochę ścian, postawiła kilka nowych i do ostatniego końca poprowadziła za rączkę. Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. To jest właśnie to, moje miejsce, o którym marzyłam przez całe dotychczasowe życie.

Czy chodzi o lans? Daj spokój! To nie ten budżet i nie te potrzeby. To, o co zabiegaliśmy, to własny kąt. Miejsce, do którego będziemy wracać z pracy, w którym przeżyjemy najlepsze i najgorsze momenty. Jestem przekonana, że klimat wnętrza wpływa nie tylko na samopoczucie, ale również na decyzje, które podejmujemy, budząc się i zasypiając w nim przez spory kawałek życia.

Dziś zapraszam do sypialni. Brzmi dumnie, ale chodzi o pokoik, w którym zmieściliśmy łóżko Malm z Ikei (140 cm), szafę Pax z Ikei i.. tak, to by było na tyle. Cała reszta to pozornie nic nie znaczące detale i ściana z cegieł malowana na biało.

Jak już wspomniałam, autorką tego wnętrza jest w dużej mierze moja siostra, którą znajdziecie w sieci jako Fuel. Mam nadzieję, że wybaczy mi tę niewinną publikację mimo że nie zdążyliśmy zrealizować 100% pomysłów. Wszelkie dodatki wystroju o wątpliwej wartości estetycznej przypisuję sobie.

Czujcie się jak u siebie w domu!

IMG_6747

IMG_6742

IMG_6760

IMG_6765

Podaj dalej